Z prezentacją nie poszło tak łatwo, jakbyśmy tego oczekiwali. W kraju, w którym do dziś istnieją osiedlowe komitety polityczne, nie mogliśmy tak sobie oglądnąć szkoły. Konsul opowiadał nam, że niedawno został aresztowany w szpitalu, bo wszedł tam bez zezwolenia. Rodzina Castrów skutecznie oddziela niebezpieczny element antysocjalistyczny do kubańskich obywateli.
Dyrektorka szkoły zadzwoniła do Ministerstwa i umówiła nas na spotkanie z dyrektorką Departamentu Edukacji. Ta odesłała nas do innego biura, gdzie spotkały się z nami dwie osoby. Opowiedzieliśmy o planowanej prezentacji dla dzieci i zostaliśmy odesłani do środy. Cierpliwość opłacała się. W piątek, przy oczywistej kontroli ministerialnej urzędniczki, mogliśmy wejść do szkoły.
Wbrew opinii o powodzeniu naszej misji polskiej ambasady, zerowej pomocy Instytu Kubańskiego oraz nie dającym nam żadnych szans pytanym ludziom ekspresowo przeszliśmy z sukcesem biurokratyczną drogę. Bardzo nam pomógł otrzymany w Polsce (dzięki pomocy toruńskiego posła Macieja Wydrzyńskiego) polecający list od Ambasadora Kuby w Polsce oraz patronat Ministra Sportu i Turystyki, który otrzymaliśmy w języku angielskim, od Podsekretarz Stanu Katarzyny Sobierajskiej.
Wojtek, jak zawsze pociągnął całą prezentację. Robi się z niego mówca, pierwszej klasy. Tym razem jednak i Lusia pięknie się włączyła, jakby czuła, że ta wizyta ma szczególny wymiar. Między słowami przemyciłem newsa, że w Polsce kiedyś był socjalizm. Oczywiście z akcentem na słowo “BYŁ”.