Wyprawa dookoła świata z dziećmi | Łopacińskich Świat








© 2014 Łopacińskich Świat. All Rights Reserved.
Żadna część tego serwisu internetowego
nie może być kopiowana lub dystrybuowana
w żadnej formie bez pisemnej zgody
właściciela serwisu.
Projekt i wykonanie:
Studio reklamy ADGRAPE

Home / Blog rodzinny / 06.10.2014 - 03.11.2014 Peru / BLOG MAŁEGO WOJTKA- Peru, Machu Picchu

Gdy ktoś powie "Peru", to nie będzie chyba osoby która nie skojarzyła by go z Machu Picchu – jednego z 7 cudów świata. To miejsce było kolejnym celem w naszej podróży. Jak na razie nie wiedzieliśmy jeszcze jak i czy wogóle się tam dostaniemy. Jednak nasze myślenie było bardzo pozytywne.

W niedzielę spotkaliśmy się z przewodnikiem który zaproponował nam abyśmy we wtorek dołączyli do grupy uczniów z peruwiańskiej szkoły. Zgodziliśmy od razu. Ja nie mogłem się już doczekać kiedy usłyszę informacje o tym niezwykłym miejscu. W poniedziałek natomiast zaplanowaliśmy zwiedzanie Cusco.

Kiedy wieczorem wróciliśmy do naszego hosta z couchserfingu byliśmy bardzo zmęczeni i szybko położyliśmy się spać. Rano wstałem aby pouczyć się hiszpańskiego a tata tak dla pewności sprawdził rozmowy na skypie. Okazało się że nasz przewodnik dzwonił 10 razy !!! Chyba w bardzo ważnej sprawie. Tata szybko oddzwonił i dowiedzieliśmy się że aby zobaczyć Machu Picchu razem z szkolną wycieczką musimy spakować się w 10 min. Mama i ja zaczęliśmy pakować rzeczy. Tata pobiegł gotować owsiankę, a Luśka wzięła się za czesanie włosów (dziewczyny podobno muszą zawsze być uczesane). Po 15 minutach byliśmy gotowi na przygodę. Pojechaliśmy na główny plac w mieście, gdzie po krótkim przywitaniu wszyscy wsiedliśmy do autobusów. Po 20 minutach nasze busy zatrzymał się. Pomyślałem że dzieci chciały kupić coś do picia i do zjedzenia na drogę. Jednak jakie było moje zaskoczenie gdy uczniowie (chłopacy w wieku 15/16 lat) wyszli z piwem w ręku i śmiejąc się zaczęli stukać puszki z swoimi nauczycielami. Pierwszy raz w życiu widziałem aby dzieci piły swobodnie piwo z nauczycielami. Po 10 min wsiedliśmy do autobusu i wszyscy o wszystkim zapomnieli. Może tylko tata i mama byli tym bardzo zszokowani.

Plan na pierwszy dzień był bardzo prosty. Mieliśmy odwiedzić po drodze ruiny inkaskich osad. Każda z planowanych 3 miejscowość miała swój mały zabytek. Był on główną atrakcją danej wioseczki. Niestety nasz przewodnik zaczął wprowadzać małe zmiany. Okazało się że odwiedzimy tylko jedną zabytkowa osadę. Zwiedzanie trwało 20 min w expressowym tempie. Luśce jednak to nie przeszkadzało bo zdążyła namówić mamę na nowe rękawiczki. Zakup okazał się zbędny gdyż Machu Picchu położone jest w dżungli. Po 4 godzinach jazdy dotarliśmy wreszcie do hydroelektryki gdzie od naszego celu dzieliło nas już tylko 3 godziny marszu wzdłuż torów kolejowych. Wszyscy wypakowali plecaki z busów i rzucili się na miejscowe gar kuchnie. My zjedliśmy rybę z warzywami inni kurczaka lub coś co wyglądało jak polski schabowy. Droga wzdłuż torów przedłużyła się do 4 godzin. Było już ciemno gdy doszliśmy do Aqua caliente. Okazało się że mamy pewien problem. Po pierwsze w tej wiosce nie było cauchsefingu, więc mama nic nie załatwiła. Po drugie było jakieś pole campingowe ale po 20 dolarów od osoby i to było nawet drożej od najtańszego hotelu za który płaciło się 15 soli od osoby. Postanowiliśmy się tym nie przejmować. Zjedliśmy kolację, bo każdy posiłek to najważniejsza część dnia (moja zasada). Zamówiliśmy sobie pizze. Wychodziło najtaniej. Po jej skonsumowaniu otrzymaliśmy miłą niespodziankę. Pani szefowa pizzereni (zakochała się w białych włosach i niebieskich oczach mojej siostry) zaprosił nas abyśmy przespali się u niej w hotelu za bardzo atrakcyjną ceną.

Niestety bardzo miło pani odmówiłem. Choć nie była to fajna perspektywa wracania na pole campingowe 15 min aby rano wracać. Dodatkowo zaczął padać deszcz. Pani szefowa nadal naciskała abyśmy wzięli jeden pokuj i spali u niej. Powiedziała że nawet zniży nam cenę. Ja znowu odmówiłem i powiedziałem że jesteśmy w podróży do okooła świata i nie mamy pieniędzy na hostele. Ona nie chcąc puścić Luśki w deszcz powiedziała że w takim razie da nam miejsce do spania - pokoju masaży. Akurat dzisiaj nie miała żadnych klientów i wszystkie łóżka miała wolne. Te swa słowa były najważniejszymi słowami w jej wypowiedzi. Powiedziałem że to bardzo miło z jej strony i chyba skorzystamy z propozycji. I właśnie tak zakończył się nasz wieczór. W salonie masażu.

Zasypiałem z myśląc Machu Picchu. Myślałem też że nazajutrz będzie bardzo fajnie, ale nie wiedziałem jak bardzo się mylę. Rano wstaliśmy i dzień zapowiadał się wręcz idealnie. Zjedliśmy śniadanko które w ramach podziękowania wykupiliśmy dla 3 osób. Lusia je tak mało że najada się tym co zje z mamą. Po śniadaniu mieliśmy zaplanowane wyjście na Machu Picchu. Jednak na miejscu zaskoczyła nas kolejna zmiana planów. Nasz przewodnik Pan Hose dzień przed najważniejszą atrakcją upił się. Pokazał w nocy dzieciom jak należy pić alkohol w postaci piwa lub drinków. Tylko jedyna nauczycielka była trzeźwa. Nie dała się namówić na piżama party. Pojechaliśmy więc sami autobusem do stacji końcowej bo właściwie były tylko 2 przystanki. Początkowy i końcowy.

W miarę jak wjeżdżaliśmy w górę minęliśmy poziom chmur. Podjeżdżaliśmy coraz wyżej i wyżej. Ja zastanawiałem się tylko jak Inkowie mogli wspinać się tak wysoko bez używania żadnych pojazdów. Naprawdę im współczuję. Wreszcie po 15 minutach dojechaliśmy na miejsce. Na wyczekiwane przeze mnie Machu Picchu. Sam nie wiedziałem czego się spodziewać. W Internecie pokazana była tylko malutka część starożytnego miasta. Wchodząc mieliśmy do wyboru dwie drogi. Pierwszą na Wajna Picchu i drugą na starożytny most Inków. Wybraliśmy tą drugą. Na Wajna Picchu w ciągu dnia może wejść tylko 400 osób (trzeba wcześniej wykupić bilet). Nasza droga prowadziła również do miejsca gdzie wszyscy byli na Machu Picchu robili sobie fotkę. Nie chcieliśmy byś gorsi więc strzeliliśmy sobie chyba z 20 zdjęci. Na szczęście nie trafiliśmy na zbyt turystyczną porę. Było okol 8.30 a 10.00 ludzie ustawiają się już w kolejki aby zrobić sobie zdjęcie. Aby wejść na starożytny most Inków należy wpisać się na listę i podpisać dokument. Po podpisaniu dokumentów przez rodziców wspięliśmy się na bardzo strome zbocze góry. Tam rozciągał się długi skalny most. Przez cały czas szło się przez skalną półkę i gdyby zrobiło się choćby najmniejszy krok w prawo - śmierć gwarantowana. Po starożytnym moście dotarliśmy do głównego widoku turystycznego. Ku naszemu zdziwieniu pojawiła się tam również grupa uczniów z pijanym Jose – naszym przewodnikiem. Uczniowie się tym nie przejmowali w przeciwieństwie do nas. Byliśmy bardzo zirytowani zwłaszcza gdy pijany Jose mówiło o powadze i znaczeniu tego historycznego miejsca dla kultury Peru. Reszta nauczycieli niestety nie dotarła. Nie mieli siły wstać.

Mimo swojego słabego stanu zdrowia nasz przewodnik zaczną opowiadać o starożytnym mieście Inków. Machu Picchu znaczy Stara Góra. Wayna Picchu oznacza młoda góra. Całe Machu Picchu zbudowane tak wysoko ponieważ rzeki które płynęły w dole po deszczach bardzo wylewały i podtapiały osady. Macho Picchu niebyło zwykłym miastem. To była świątynia. Mieszkali tu kapłani i kandydaci na szamanów (praktycznie wkraczają w tę strefę stałem się po części vipem). Zdegustowani naszym przewodnikiem ruszyliśmy w kierunku innych atrakcji tej świątyni. Zobaczyliśmy zegar słoneczny i kamień poświęceń. Mijały nas lamy zainteresowane zieloną trawą. Mieszkają tu na stałe gdyż są częścią tej świątyni. Turyści uwielbiają robić sobie z nimi zdjęcia. Lamy chyba są mniej zadowolone…

Robiło się już późno a przed nami było jeszcze kilka godzin jazdy autobusem do Cusco. Opuściliśmy przepiękną świątynię z różnymi odczuciami. Z jednej strony doświadczyliśmy dobroci i życzliwości od pani która nas przenocowała. Z drugiej zaś pijany przewodnik i nauczyciele zbezcześcili to piękne miejsce.

TOP

Wojtas wraca do pisania! Dziś wspomnienia z Peru.

Blog Małego Wojtka - Peru, Machu Picchu