Chłopiec, który uciekł z domu na ulicę, gdy jego matka przyprowadziła siódmego konkubenta. Dziewczynka, która ma zrośnięte palce u rąk i inna, która nie chodzi. Chłopiec, którego 6-miesięczna siostra była wczoraj operowana na serce.
Te dzieci i 40-ścioro ich kolegów spotkaliśmy w ośrodku Salezjańskiej Fundacji Jana Bosko. Na sali czuć było dzięcięce tragedie połączone z młodzieńczym uśmiechem i entuzjazmem.
Większość dzieci pochodziła w poza Limy. Jedne z gór, inne z dżunglii a jeszcze inne z wybrzeża. Wszystkie łączyło nieszczęście “niebycia” kochanym. Większość z nich nigdy nie przytuliła się do ojca lub matki.
Jak przemówić do nich? Jak przekazać wiadomość. Lusia zrobiła to najprościej: “Cieszę się, że są tu księża Salezjanie- dobrzy ludzie, którzy się Wami opiekują i życzę Wam, żeby Wasze kłopoty się w przyszłości rozwiązały i żebyście mieli własną, kochaną rodzinę”