Wyprawa dookoła świata z dziećmi | Łopacińskich Świat







© 2014 Łopacińskich Świat. All Rights Reserved.
Żadna część tego serwisu internetowego
nie może być kopiowana lub dystrybuowana
w żadnej formie bez pisemnej zgody
właściciela serwisu.
Projekt i wykonanie:
Studio reklamy ADGRAPE

Home / Blog rodzinny / 17.08.2014 - 27.08.2014 Kostaryka / Zaspane w lasach chmurowych San Vito

Wyjechaliśmy z Golfito i oddalajać się od niebezpiecznych plaż Pacyfiku dotarliśmy do sennej miejscowości San Vito. Zasiedlona w latach 50 ubiegłego wieku przez Włochów ma delikatnie inny klimat i atmosferę, niż pozostałe miasta Kostaryki. Uznaliśmy, że powinna być sympatycznym miejscem na odpoczynek i uporządkowanie planów na Panamę i Kubę. Podziwianie szczytów gór przykrytych chmurami bardzo mnie tu uspakaja. Lasy chmurowe są po prostu niesamowite.

Zła passa z noclegami trwa nadal, bo w Panamie nie znaleźliśmy ani jednego hosta z couchsurfingu. Tu w San Vito również, gdy przyjechaliśmy okazało się, że zapraszająca nas rodzina nie odbiera maili i praktycznie nie wiadomo, co robić. Po raz trzeci w tej wyprawie i po raz trzeci w Kostaryce przyszedł z pomocą kościół. Miejscowa parafia prowadzi tu centrum noclegowe, pomagając pielgrzymom i ludziom w potrzebie.

Don Francesco i don Augostino przyjęli nas z wielkim sercem. Wojtek został natychmiast przygarnięty przez don Augostina do jednosobowej klasy języka hiszpańskiego a Luśka uczyniła się sama odpowiedzialna za spacery z psem Negretto. Przeżywamy tu spokojne 3 dni, odpoczywając i zbierając myśli. Chyba, po 70 dniach podróży przechodzę lekki kryzys i widzę świat w ciemnych kolorach. Jesteśmy na wysokości 1 metrów nad poziomem morza i co chwila leje deszcz, więc ta mokra pogoda ma też wpływ na postrzeganie rzeczywistości wokół mnie.

Pociesza fakt, że cały czas spotykamy na swojej drodze wspaniałych ludzi. Don Francesco przez cały dzień żartuje z nami a wieczorem zaprasza na kieliszek wina. Don Augostino już otrzymał ode mnie tytuł “drugiego ojca Wojtka” I gdy idziemy na spacer on mnie zastępuje. ☺ Wojtas z swoim opatrunkiem na palcu musi siedzieć w domu.

Nasz niedoszły host okazał się świetną osobą. Amerykańska rodzina rzuciła wielkie miasto, zakochała się w Kostaryce i kupiła tu ziemię. Kristy żyje ekologicznie. Przyjmuje na swojej farmie wolontariuszy i couchsurferów ucząc ich miłości do środowiska. W łazience używa do kąpieli deszczówki a w toalecie tylko trocin i sody. Chleb piecze sama w piecu chlebowym, a jajecznicę i fasolę smaży na specjalnej konstrukcji, wykorzystującej promienie słoneczne. Rośliny sadzi zgodnie z lunarnym kalenderzem Majów i uprawia dla siebie kakao, pomarańcze, banany i kokosy.

Jutro wyjeżdżamy z Kostaryki do kolejnego państwa. Nie mamy planu na Panamę. Interesują mnie indianie Naso. Żyją niedaleko stąd, w prowincji Bocas del Toro. Dosłownie na granicy z Kostaryką, więc jutro moglibyśmy spróbowac do nich dotrzeć. To ostatnia monarchia indiańska, więc temat jest interesujący. Nie wiem tylko jak namówię Lizkę i dzieciaki na noclegi w namiocie z 2 karimatami w górach w porze deszczowej...

TOP

Wyjechaliśmy z Golfito i oddalajać się od niebezpiecznych plaż Pacyfiku dotarliśmy do sennej miejscowości San Vito. Zasiedlona w latach 50 ubiegłego wieku przez Włochów ma delikatnie inny klimat i atmosferę, niż pozostałe miasta Kostaryki. Uznaliśmy, że powinna być sympatycznym miejscem na odpoczynek i uporządkowanie planów na Panamę i Kubę. Podziwianie szczytów gór przykrytych chmurami bardzo mnie tu uspakaja. Lasy chmurowe są po prostu niesamowite.

Zaspane w lasach chmurowych San Vito