Nic tu nas nie zaskoczyło. Mając doświadczenie 6 wcześniejszych państw, których kuchnia oparta jest o kukurudzę i ryż z fasolą, w Kostaryce jedliśmy to samo, co wcześniej.
Podczas śniadań króluje “Gajo pinto”, czyli ryż zmieszany z fasolą. W zależności od gustu i zasobności portfela można zamówić sobie dodatki w postaci: krewetek, ryby, sera, warzyw lub kurczaka. Najczęściej zamawiana jest wersja z jajkiem. Mamy wtedy na talerzu: ryż z kukurydzą, jajko (przeważnie jedno, ale można domówić drugie i trzecie) oraz chleb. I tak codziennie. Spotkałem menu ułożone w kilka kolumn. Ta, dotycząca śniadania miała nagłowek: “Pinto con:……” To znaczy: “Pinto z:”. Dalej szły wtedy wszystkie możliwe w knajpie dodatki.
Wybór dań obiadowych ograniczał się do hasła: “Casado con……”. Kostareńczycy na obiad “zmieniają” menu i jedzą osobo ryż, osobno fasolę oraz różne dodatki. Prawie takie same, jak na śniadaniu, tylko podane już z niedużą sałatką.
Casado je się tutaj na obiad i kolację zmieniając jedynie skład. Raz to będzie ryż, fasola, kurczak, plus smażony platan a innym razem: ryż, fasola, kukurydza, sałatka i tortilla. Może też byc ryż, fasola, ryba plus gotowany platan i sałatka. Niesamowita różnorodność ☺ W Kostaryce popija się guaro- alkoholowym napojem z trzciny cukrowej. Idealnie smakuje nalany na kostkę lodu i obficie skropiony sokiem z limonki. Można też go pić z sokami owocowymi. Produkowany jest też tu “Rumcolorado”. Może to nie to samo, co nikaraguański Fior de Cana, ale na pewno, bardzo ciekawy. Przepis? Ten sam, jak w Nikaragui.