Z położonej na wysokości 2,5 tys. metrów n.p.m. Bogoty po 14 godzinach podróży autokarem, zjechaliśmy do Cali, które leży na wysokości tysiąca metrów nad poziomem morza. Z 10 milionowej stolicy przyjechaliśmy do 3 milionowego miasta. Z 10 stopni C zrobiło się 25 stopni C – i to było wspaniałe. Wreszcie przestaliśmy marznąć, bo po Bogocie chodziliśmy ciągle smarkając nosami. Inną dobrą wiadomością był fakt, czy czyrak na szyi Luśki zaczął wysychać a złą, że pojawiło się coś podobnego na jej kolanie.
Cali- światowa stolica samby. Miasto-siedziba jednego z dwóch kolumbijskich karteli narkotykowych (zapomniałem nazwiska faceta, który nim kieruje). Jedyne płaskie kolumbijskie miasto przywitało nas chybionym cauchsurfingiem. Trafiliśmy na gościa-brudasa, który żyjąc z 3 kotami i 2 wielkimi psami nigdy ich nie wyprowadzał na zewnątrz. Odchody zbierał tylko na łopatę i wyrzucał do nieużywanego pokoju. Nocnym autobusem uciekliśmy stamdąd następnego dnia. Udało mi się wynegocjować świetną cenę na bus do granicy z Ekwadorem. Zamiast 59 000 pesosos zapłaciłem 24 000. Po raz kolejny potwierdziło się, że nie warto jezdzić komfortowymi autobusami wielkich i drogich firm transportowych. Tak, jak w Meksyku ADO, w Hondursie TIKABUS a teraz BOLIVARIANA została przeze mnie ominięta szerokim łukiem.
Po Cali oprowadził nas Robert, który mieszka tu od paru lat. Spędziliśmy razem cały dzień. Poznaliśmy, u niego w domu kolumbijską narzeczoną. Robert zna miasto jak miejscowy. Znalazł nam świetną miejscówkę na tani i smaczny obiad, wspiął się z nami na szczyt (nie pamiętam nazwy), z którego można było podziwiać panoramę Cali a na koniec zabrał nas nas do lokalu na wymianę językową i darmową lekcję samby. Niestety, ze względu na małą Luśkę nie mogliśmy wejść. Jedynie posłuchaliśmy z zewnątrz…
W Cali poznaliśmy dwa argentyńskie małżeństwa, które były w podróży od 7 lat. Jeździły, starym Renault po całej Ameryce, z państwa do państwa zarabiając spektaklami. Spali w samochodzie i wystawiali w nim sztuki. Byli z dziećmi. Ich romantyczna tułaczka przypomniała mi trupy teatralne z przed wieków.