Miał być krótki pobyt, bez żadnych super atrakcji.
Rano ruszyliśmy zwiedzać miasto, ale utknęliśmy w szkole angielskiego Enrike. Przeprowadziliśmy tam 4 prezentacje z dziećmi i osobami dorosłymi. Kolumbia to państwo, w którym mieliśmy 9 prezentacji. Wojtek dostał zaproszenie od Enrike na przyjazd za rok. Będzie spał u rodziny Enrika i uczył dzieci w szkole języka angielskiego. Po zaproszeniu do świadkowania na weselu, które otrzymaliśmy od Moniki i Hernana z Bogoty, to już drugie zaproszenie do Kolumbii. Kto wie… Może faktycznie tu wrócimy.
Największą atrakcją Ipiales jest Sanktuarium Maryi Lachas w Sanguaran. Piękne miejsce z bazyliką, jak z bajki. Podchodząc 220 stopniami do kościoła obserowaliśmy wiele wiszących na skałach votum. A to za życie, a to za rękę, za pomyślną operację, czy wyjazd do Stanów Zjednoczonych. Każdy z tych ludzi za coś Maryji dziękował a inni spacerując, zastanawiali się czy nie powinni być za coś wdzięczni. My na pewno. Choćby za 104 dni bezpiecznej podróży…
Tu zjadłem coy - czyli świnkę morską. Ma bardzo chude mięso. Smakuje, jak połączenie królika i sarny. Więcej o kolumbijskiej gastronomii pisze w blogu GASTRONOMICZNE CIEKAWOSTKI ŚWIATA.
Dziś otrzymaliśmy mail od księdza Mariusza, dyrektora Szkoły Salezjańskiej w Toruniu, który przekazał nam zaproszenie do Boliwii. Ksiądz Andrzej Borowiec pracuje tam w Kokabamba i pragnie nas poznać. Cóż, wprowadzamy na naszą mapę kolejny punkt. To ciekawe, ale z tym mailem wiąże się kilka sympatycznych faktów. Wychowałem się w Szczecinie w salezjańskiej parafi Matki Bożej Różańcowej. Byłem tam ministrantem, najmłodszym w tym czasie w Szczecienie lektorem i członkiem Oazy…Poznany przez nas w Toruniu ksiądz Mariusz pracował również w tej samej gumienieckiej parafii, o czym powiedział nam, gdy zapisywaliśmy Wojtka do szkoły. O księdzu Andrzeju usłyszeliśmy pierwszy raz, od pomagającej nam spontanicznie z Torunia (informacjami o noclegach), Izy Majchrzak, którą poznałem w pracy. Następnie śpiąc w Havanie w Salezjańskiej parafii, wiele osób opowiadalo nam o nim. Niezwykłe jest też to, że pracujący w Toruniu z Mariuszem, ksiądz Krzysztof (najlepszy kumpel Wojtusia) ma pośród swoich znajomych na Fb, Andrzeja i obydwaj pracowali na Gumieńcach w Szczecinie.
Nasze plany więc na Amerykę wyglądają następująco:
Kolejne pewnie się urodzą w trakcie podróży. Jedziemy do Ekwadoru