Przygodę z kuchnią panamską zaczęliśmy od… włoskich spaghetti. Ugotowaliśmy Amerykanom wyprawową wersję mojego zwycięskiego dania z program w TVN “Ugotowani”.
Dosłownie 3 składniki, bo podróżujemy z plecakiem: spaghetti, świeże pomidory i puszka tuńczyka. To już starczy, ale jak nawinie się pod rękę oliwa z oliwek, czosnek, sól i może jakieś dodatkowe warzywo, to będzie jeszcze lepsze ☺
Pastę popiliśmy już lokalnym alkoholem: SECO. Proszę nie mylić z niemieckim winem musującym. SECO to trzydziestokilku procentowy likier z trzciny cukrowej. Podobnie jak GUARO- kostarykański kuzyn, wygląda jak woda i świetnie smakuje z lodem i limonką.
W Panamie jedliśmy dużo warzyw. Króluje tu kuzyn banana, platan. Panamczycy jedzą go praktycznie codziennie. Głównymi składnikami lokalnej kuchni są: kukurydza, fasola i platan. Głównym mięsem: kurczak. Nic dodać, nic ująć. To samo, od kilku państw.
Polubiliśmy też tu jukę. Dodają ją do zup, przekąsek i dań głównych. Juka smakuje, jak ziemniak.
Drzewa kakaowe rosną tu wszędzie. Pierwszy raz zobaczyłem owce kakaa. Są wielkie i rosną pojedynczo. Niedojrzałe mają kolor zielony a gotowe do zbiorów, czerwony lub pomarańczowy. Proces produkcji nie jest łatwy. Trzeba dostać się do nasion i potem w odpowiedni sposób je przygotować do jedzenia. Więcej napiszę, po wizycie w Argentynie, w fabyce czekolady "Mamuska", gdzie jesteśmy zaporoszeni.