A więc wreszcie umówilismy się na pierwszą prezentcję w Afryce. Idziemy do szkoły Johna. To bardzo biedna prywatna szkoła podstawowa. Dzieci uczą się na klepisku, bo w salach nie ma kafli. Siadają na połamanych ławkach w ciemnych klasach. Jedyną pomocą naukową jest tablica. Na naszego laptopa, sportową kamerę i mały multimedialny rzutnik patrzyły, jak na zjawiska.
Jesteśmy w szoku. Jeszcze w takim miejscu nie mieliśmy prezentacji. Budynki szkoły przypominają polskie chlewy. Są brudne, nieotynkowane, bez drzwi, okien i światła. Rozmawiamy z Johnem i jest bardzo dumny ze swojego biznesu. “Wszystkie moje dzieci dobrze się uczą i zdają egzaminy do następnych klas.” Gdy wszedłem do klasy, dzieci wstały i przywitały po angielsku. Potem powiedziały “dziękujemy panu” i siadły do ławek. Zaraz obok stoi państwowa placówka. Większość dzieci tam uczących się, repetuje lub nie kontynuuje już nauki.