Wyprawa dookoła świata z dziećmi | Łopacińskich Świat








© 2014 Łopacińskich Świat. All Rights Reserved.
Żadna część tego serwisu internetowego
nie może być kopiowana lub dystrybuowana
w żadnej formie bez pisemnej zgody
właściciela serwisu.
Projekt i wykonanie:
Studio reklamy ADGRAPE

Home / Blog rodzinny / 04.03.2015 - 07.03.2015 Burundi

    Zapraszamy, ale uważajcie na siebie

    ”Kochana rodzinko, piszę do was, bo w Burundi jest niebiezpiecznie. Zastannówcie, się dobrze, czy przyjeżdżać. Siostry zapraszają, ale uprzedają, że w kraju coś się szykuje” – taki mail otrzymaliśmy na kilka dni przed wyjazdem z Tanzanii. Jest niebezpiecznie. Kilka miesięcy temu w stolicy zamordowano 3 włoskie misjonarki. Traumatyczny był sam sposób zabójstwa, podczas którego biedne siostry pozbawiono głów… Tragedia miała miejsce dosłownie dwie ulice od domu, sióstr, gdzie się zatrzymaliśmy. Codziennie rano chodziliśmy z naszymi siostrami do tego samego kościoła. Bardzo chciałem jednak zobaczyć kraj, w którym w 90-latach rozpętało się piekło konfliktu Tutsi z Hutu. To tu na początku, a nie w Rwandzie, ludzie zaczęli zabijać się tylko dlatego, że pochodzili z innego plemienia.

    Tutsi, Hutu i ludobójstwo

    Tutsi i Hutu nigdy za sobą nie przepadali. Jednio zajmowali się głównie uprawa roli a drudzy (Tutsi) trudnili się pasterstwem. Wiele razy dochodziło do zamieszek i wzajemnych mordów, jednak nigdy na taką skalę. Gdy w 1993 roku, 30 lat po odzyskaniu przez Burundi niepodległości w pierwszych wolnych wyborach zwyciężył “niewłaściwy” prezydent. Kilka miesięcy później został zamordowany i to spowodowało rozruchy. W walkach ginęły setki ludzi i kolejni szefowie państwa. Rok później zestrzelono samolot w którym podróżowali prezydenci Burundi i Rwandy, co spowodowało wybuch walk w nowym państwie. Sąsiad zabijał wieloletniego sąsiada. Mężowie byli zmuszani do mordowania swoich żon. Nie oszczędzano nawet dzieci, chcąc eksterminować znienawidzonych przeciwników. W Bujumburze odwiedziliśmy rodzinę, która w jedną noc straciła 9 małych dzieci. Wiele lat po ludobójstwie ich matka, pokazując pocięte nogi maczetą, płacze za dziećmi do dziś.

    O której odjeżdżasz? Teraz!

    Z Safari w Serengetti mieliśmy w jeden dzień dojechać do stolicy Burundi. Dzięki pomocy Fundacji “Dzieci Afryki” mieliśmy zaklepany tam nocleg u polskich sióstr Kanoniczek. “Mieliśmy”, ale w podróży po Afryce słowa: plan i punktualność mają inne znaczenie. Tu nawet nie ma godzin odjazdu. Autobus rusza, gdy się napełni pasażerami. Może być napisane na biletach 7.30 albo 9.00, ale to wcale nie oznacza wyjazdu. My mówimy na to “przypuszczalna godzina”. Raz opuszczamy dworzec godzinę po ustalonym czasie a innym razem 20 minut przed… Na pytanie o godzinę odjazdu, kierowcy zawsze odpowiadają to samo: “teraz”. Na potwierdzenie mają nawet włączony silnik. My już jednak wiemy, że silniki pozostają włączone nawet przez godzinę a autobus dalej czeka na zajęcie ostatnich foteli.

    Ciągle udaje nam się bez hoteli

    Po drodze więc zaliczyliśmy 2 nieplanowane noclegi w małych tanzańskich miasteczkach. Za każdym razem odszukiwaliśmy katolickie parafie i znów spotykaliśmy się z serdecznością lokalnych księży, którzy nie tylko przyjmowali nas do swoich domów ale i częstowali kolacjami. W Ngara ksiądz osobiście usmażył nam jajecznicę i usiadł do wspólnego posiłku. Cieszyliśmy się, że po pięciu, spędzonych w namiotach nocach na safari, mogliśmy rozciągnąć kości na materacach. Spaliśmy jednak krótko, bo za każdym razem budziliśmy się o 4.30 rano i godzinę później siedziliśmy w autobusach. Raz, po wyruszeniu z dworca, autobus zatrzymał się w pierwszej miejscowości i czekał tam 2 godziny (!!!!) na kolejnych pasażerów. Hmmm, średnia to była przyjemność wstać przed świtem, żeby przesiedzieć pół ranka na dworcu. Czemu się tu dziwić, to przecież Afryka…

    3 kadencja? W Afryce to możliwe.

    W Afryce wiele niemożliwych spraw jest możliwych… Tylko w Afryce prezydent Burundii mógł wpaść ostatnio na pomysł, żeby “kandydować” na 3 kadencję. Sąduje teraz naród, jaka będzie reakcja. Chętnie pożądziłby jeszcze parę lat. Jak naród się zgodzi, to trzeba będzie “tylko” zmienić konstytucję i kolejne kadencje będą stały otworem. Dla pewności wypuścił na ulice pełno wojska, żeby “przekonać” obywateli o słuszności jego decyzji. Totalnie zaniedbane państwo potrzebuje silnego przywódcy, który wprowadzi nowy pożądek a to, że za ten stary pożądek właśnie on był odpowiedzialny, to już nie jest takie ważne…

    Zapraszamy wszystkich turystów i … kasujemy za vizy

    Gdy dotarliśmy do granicy burundzko-tanzańskiej, urzędnik wręczył nam papier z wizą. “Ha, jak fajnie, wreszcie dostaliśmy wizę na kartce papieru, która nie zajmuje miejsca w paszporcie” – pomyślałem. Nasz paszportowy problem staje się coraz poważniejszy, bo Lizka ma już tylko 4 ostatnie wolne strony. Będziemy musieli odklejać chyba wizy z poprzednich afrykańskich krajów... Mina mi jednak zrzedła, gdy przeczytałem, że facet dał nam wizę na 3 dni i za każde 24 godziny musiałem zapłacić 14 dolarów od osoby. Cóż, to Burundia…

    Kup se pan łóżko! - czyli Bujumbura na szmatach.

    Jadąc z granicy z zastanawiałem się, dlaczego przy drogach jest tak wielu stolaży? Dlaczego robią tylko łóżka? Nie oferują szaf, półek albo stołów, tylko łóżka… Gdy siostra Teofila zaprowadziła nas do kilku domów burundzkich rodzin wszystko stało się jasne: oni nie mają łóżek. Materac to luksus, na który wielu nie może sobie jeszcze pozwolić. Ludzie śpią na słomianych matach i szmatach rozłożonych na klepisku. Nie mają żadnego wyposażenia w domach a rzeczy trzymają przerzucone na drągach. W małych jednoizbowych domkach gnieżdżą się całymi rodzinami, po kilkanaście osób. Wszystkie codzienne czynności, jak gotowanie, mycie zębów, jedzenie, kąpanie się czy nawet prasowanie (żelazkiem na rozrzażone węgle) robią przed wejściem. Brak okien powoduje, że w środku jest ciemno, wilgotno i strasznie duszno, więc domy używają tylko do spania.

    Kapitan z Tanganiki

    Stolica jest bardzo biedna. W centrum stoi kilka nowoczesnych budynków a większość to niskie i nieładne budy. Na ulicach brak oświetlenia i chodników, co w Afryce jest normą. Zamontowane przez Chińczyków lampy na jednej z promenad, rozkradziono i straszą teraz przechodniów. Dziur jest tyle, że wydaje się, iż to asfalt nie pasuje do całości. Samochody jeżdżą slalomem, który osiąga czasami poziom giganta. Większość rzeczy jest zaniedbanych. Zniszczony kilka lat temu budynek głównego rynku w mieście, stoi do dziś w gruzach. Miasto jest położone nad wielkim jeziorem Tanganika a w pobliżu jest kilka resortów turystycznych, tylko kto tu przyjedzie, jak wizy dostaje się tylko na 3 dni? My nie mieliśmy czasu na kąpiele. Postanowiliśmy za to spróbować ryby. Żadna restauracja nie miała jednak rybnych dań, bo lokalni jedzę tu codziennie ryż z fasolą. Kupiłem w sklepie rybę “kapitana” – typową rybę z Tanganiki i zaniosłem do jednej z nich. Dogadaliśmy się, że za 2 dolary kucharz położy moją rybkę na grilla i dołączy kilka bananów. Do całości dodaliśmy z Lizą miejscowe piwo “Primus”, więc obiad wyszedł przepyszny.

    NO welcome in Republic Kongo

    Następnego dnia dzieci zajęły się z Lizą prezentacją w szkole a ja miałem własny plan turystyczny. Zaraz przy Bujumburze jest mała lokalna granica z Kongo, którą miejscowi mogą przekraczać na kilka godzin bez formalności. Postanowiłem i ja spróbować wjechać do nowego państwa. Najpierw wynająłem mototaxi a potem rowertaxi i po godzinie dotarłem na przejście graniczne. Niestety byłem tu jedynem białym turystą i okrzyki “mzungu, mzungu” natychmiast mnie zdradziły. Pan policjant miło i bardzo stanowczo zabronił nawet zbliżyć się do szlabanu i całe zwiedzanie Kongo ograniczyło się do zrobienia zdjęcia z napisem: “Welcome in Republic Kongo”.

    Potężne serca

    Goszczące nas siostry mają wielkie serca. Przełożona siostra Terezyta żyje tu dłużej, niż w Polsce i Burundia stała się jej drugą ojczyzną. Wyjechała z kraju, zaraz po święceniach, gdy miała 20 lat a teraz ma 56. Wraz z siostrą Teofilą i Lidią prowadzą szpital i adopcję na odległość. Nie chcą dawać ludziom nic za darmo, żeby nie przyzwyczajać do roszczeń. Pomagają sponsorując dzieciom podręczniki szkolne, dają pieniądze na rozkręcenie własnego małego biznesu albo wylewają ludziom podłogę z betonu. Gdy ktoś otrzyma wsparcie, musi się jakoś odpłacić. Pieniądze po kilku miesiącach trzeba zwrócić albo odpracować. Każda pomoc sióstr ma uczyć przedsiębiorczości i troski o przyszłość a nie sankcjonować biedę.

    Nas przyjęły czym miały. Spędzaliśmy wieczory na opowiadaniach o ich życiu, jedząc polskie smakołyki. Furorę zrobiły serki topione, które smakowały, jak super rarytas. Odwdzięczając się choć w części kupiliśmy owoce i warzywa. Siostry uczyły moje dzieci dobra dla drugiego. Mówiły, że ważniejsze od “mieć” jest “być” dobrym człowiekiem. One żyją taką właśnie ideą. Wpadliśmy do ich życia, jak burza a jednak rodzinna atmosfera miłości była odczuwalna w każdym momencie. Aż szkoda, że burundzki prezydent daje wizy tylko na 3 dni…

    Daj kilka dolców na coca colę i będzie OK

    Z Burundią pożegnaliśmy się po burundzku. Najpierw pędzący, jak wariat kierowca naszego busa walnął lusterkiem policjanta na motorze. Zakrwawiony mundurowy wstał szybko z jezdni, otrzepał się i w niecałą godzinę dogadał się z szoferem, co w afrykańskich standardach może być nazwane “błyskawicznym porozumieniem”. Potem na granicy okazało się, że byliśmy w Burundi o 1 dzień za długo. Naszych 3 dniowych wiz nie można liczyć, na zasadzie pełnych 24 godzin. Każdy turysta jest zobowiązany opuścić kraj trzeciego dnia kalendarzowego od wjazdu. Ktoś może mieć więc pecha i za 40 dolców spędzić w Burundi 1 dzień i 2 noce, czyli wjechać 1-szego dnia wieczorem i wyjechać 3-ciego dnia rano. My więc przekroczyliśmy wizę o 1 dzień i policjant, informując, że powinienem zapłacić 20.000 burundzkich szylingów od każdej osoby, zaprosił mnie do kantorka na “rozmowę”. Nasza pogawędka trwała szybko i oparła się o kilka zielonych, magicznych papierków. Kilka minut później wjechaliśmy do Rwandy.

    TOP

    Burundi - dziwne państwo w Afryce, z prezydentem, co śni o 3 kadencji i wspaniałymi polskimi siostrami zakonnymi.

    04.03.2015 - 07.03.2015 Burundi