Wyprawa dookoła świata z dziećmi | Łopacińskich Świat







© 2014 Łopacińskich Świat. All Rights Reserved.
Żadna część tego serwisu internetowego
nie może być kopiowana lub dystrybuowana
w żadnej formie bez pisemnej zgody
właściciela serwisu.
Projekt i wykonanie:
Studio reklamy ADGRAPE

Home / Blog rodzinny / 06.10.2014 - 03.11.2014 Peru / Ticlio- najwyższa prezentacja w podróży

Linia kolejowa malinowskiego Lima-Huancayo należy do najbardziej znanych cudów ludzkiej techniki. W ciągu 10 godzinnej podróży przez andyjską Cordylierę pociąg pokonuje 66 tuneli i 59 mostów. Spektakularna podróż zaczyna się na stacji Desamparados w Limie na wysokości morza a kończy pod chmurami. Położona na wysokości 4.829 metrów nad poziomem morza, stacja Ticlio jest uznawana do dziś za najwyżej położony punkt kolejowy na świecie.

Patrząc na te mosty człowiek zastanawia się, jak to można było wybudować... Niektóre mosty wychodzą bezpośrednio z tuneli na wysokości kilkuset metrów. Na niektórych odcinkach pociąg musi jechać serpentyną, wycofując się, aby nabrać wysokości. Całość zaprojektował i wybudował na zamówienie amerykańskiego inwestora polski emigrant, Ernest Malinowski. Aż miło słyszeć, że to był nasz współobywatel.

Ciekawą i bardzo miłą niespodzianką był kujawsko-pomorskie akcent na pomniku Malinowskiego. Pośród kilku miast uczestniczących w budowie monumentu znalazła się też Bydgoszcz.

Właśnie do Ticlio pojechaliśmy na zaproszenie pani Ambasador Izy Matusz, złożyć kwiaty pod pomnikiem sławnego inżyniera. Odwiedzieliśmy też szkołę im. Malinowskiego, gdzie dzieci przeprowadziły prezentację w najwyższym miejscu naszej wyprawy.

Dzieciaki przywitały nas biało-czerwonymi flagami i polskim napisem “Zapraszamy do naszej szkoły”. Zjedliśmy typową w tym regionie potrawę: pachamanca, która przygotowywana jest w wykopanym w ziemi głębokim dole (szczegóły znajdziecie wkrótce w zakładce: gastronomiczne ciekawostki świata).

Położoną w Morococha szkołę odwiedził przed nami Tusk. Ciekawe, czy też miał problemy z oddychaniem... Na wysokości prawie 5 tysięcy metrów czuje się już objawy choroby wysokościowej: brakuje tlenu, boli głowa i nie che się spać. Zrozumiałem, dlaczego przez pół nocy nie mogłem zasnąc w Ekwadorze, gdy zdobywałem wulkan. Pomimo wielogodzinnej wspinaczki i strasznego wyczerpania, tłukłem się w śpiworze przez parę godzin. Człowiek próbuje zaczerpnąć pełne płuca powietrza a mimo to, ma wrażenie, jakby się dusił. Co jakiś czas wstrząsało mną.

Dzieci narzekały na ból głowy, pomimo, że wogle w tym dniu nie biegały. Dostosowały się idealnie do zarządzeń towarzyszącemu nam personelowi ambasady: “żadnych szybkich ruchów, biegów, krzyków i wariowania”. Dla naszych żywych dzieciaków, to były zakazy równe tragedii narodowej.

Morococha leży zaledwie 140 kilometrów od Limy, ale ta podróż uświadomiła nam charakterystykę tutejszej komunikacji. W pierwszą stronę wspinaliśmy się 5,5 godziny po wąskich drogach, mijając tysiące ciężarówek. Wracaliśmy jeszcze dłużej, poświęcając na powrót do Limy ponad 6 godzin. Kręte serpentyny uniemożliwiały przyspieszanie i wyprzedzanie. Nie wszyscy jednak potrafili to zrozumieć. Kilka wielkich ciężarówek wyprzedziło nas na podwójnej ciągłej linii. Jeden z szalejących na lewym pasie motorów wypadł z drogi i przerwał podróż na kamieniu. Nasz samochód też wypadł z drogi i uderzył w skałę. Na szczęście kierowca uciął sobie drzemkę, gdy dosłownie dojeżdżaliśmy do szkoły i skończyło się na naszym strachu, płaczu Luśki, przebitej oponie i porysowanym boku auta.

Peru jest cudowne. Z 32 stref roślinności można tu spotkać 28. Jeszcze niedawno przejeżdżaliśmy obok Trujillo przez pustynię a dziś wjechaliśmy w 5 tysięczne Andy. Tutejsza natura jest przepiękna, szkoda że człowiek tak ją szpeci. Jadąc przez ten kraj, z okna autokaru widzi się mury. Niekąńczące się linie murów, okalających prywatne posiadłości, towarzyszą nam od samego wjazdu do tego kraju. Zastanawialiśmy nad przyczyną tej sytuacji. To nie może być normalne, żeby nie można było w małych miastach pójść na spacer. Każdym dom, każda ogród i kawałek ziemi są za płotem.

Wyjaśnienie jest bardzo proste. Złe prawo nie gwaranuje właścicielom, że nie stracą ziemi, gdy ktoś się na jego własności wybuduje. Wystarczy udowodnić, że zajmuje się daną ziemię od 24 godzin i uzyskuje się podstawę do ubiegania się o część zajmowanego gruntu. Powszeche stały się więc tu tak zwane “zajęcia”. Nie muszę dodawać, że w nielegalnych praktykach przoduje mafia i współpracujący z nią politycy.

TOP

Najwyżej zorganizowana prezentacja naszych dzieci odbyła się w Ticlio, Peru.

Ticlio- najwyższa prezentacja w podróży