31 stycznia skończyłem 44 lata. Czy nie jestem za stary na takie eskapady? Czy nie powinienem spędzać wieczorów w kapciach przed telewizorem, ciesząc się spokojem i pięknymi filmowymi opowieściami, typu “Moda na sukces” albo “Klan”. Hmmm, szczerze mówiąc, to nie wiem, czy umiałbym się w takim poukładanym życiu znaleźć. Telewizora nie mam w domu od 6 lat.
W dzień urodzin wjechaliśmy z Zimbabwe do Botswany. Spędziliśmy tam tylko 5 godzin, bo nie udało się wypożyczyć samochodu. Chcielismy dotrzeć do delty Okawango. 800 kilometrowa droga przez busz, trwała by autobusem chyba ze dwa dni i nie mieliśmy już na nią siły. Zaplanowaliśmy więc przeskok na skróty przez parki narodowe, ale do tego potrzebny był 4 na 4. Niestety nie udało się.
W państwie, gdzie mieszka więcej słoni, niż ludzi a parki narodowe z panterami i lwami są tak duże, że nie mają płotów, nie zdołaliśmy wypożyczyć żadnego jeepa. Po prostu: Afrika style! Pół świata przyjeżdża tu na safari, bo dzikie zwierzęta biegają po ulicach, jak koty i psy w Polsce a wypożyczalnie samochodowe odesłały nas za tydzień.
Skierowaliśmy się więc na granicę z Namibią, gdzie umówilismy się z znajomymi siostrami zakonnymi. Mieliśmy odwiedzić prowadzony przez nie przytułek dla dzieci. Niestety i ten plan spalił na panewce. Na Namibię mogliśmy tylko popatrzeć przez szlaban. Namibijska ambasada w Pretorii stwierdziła, że nie będzie dawała wiz osobom, które nie mieszkają w RPA na stałe. Na pytanie, co mamy zrobić w trakcie naszej podróży dookoła świata, pani poradziła, żebyśmy skoczyli do Berlina, bo tam obsługują Europejczyków. Z siostrami uknuliśmy chytry plan “dogadania” się na granicy na kilkugodzinny pobyt. Udawało im się tak załatwiać kilka razy na granicy, ale tym razem nici.
Zaśpiewały mi tylko “sto lat” i przekazały czekoladki i polskiego makowca. Kochane siostry. Spotkaliśmy się z nimi, w Częstochowie, na dzień przed naszym wylotem, podczas zjazdu miłośników fundacji “Dzieci Afryki”. Od razu zaiskrzyło między nami i mocno szykowaliśmy się na odwiedziny. Nie udało się.
Znów odwrót. Tym razem do Zambii. To już 4 państwo w tym dniu :) Jadąc na granicę zobaczyliśmy przy drodze ze 20 słoni, kilka bawołów afrykańskich i czarne antylopy szablowe. Na boisku szkolnym widziałem, jak dzikie słonie urządziły sobie piknik i sypały na siebie piasek. Chyba na pocieszenie albo prezent urodzinowy spotkaliśmy też lwa. No to mamy 4 zwierzaka z wielkiej afrykańskij piątki! Trzyletnia lwica szła sobie wzdłóż drogi, jakby to był jakiś zwykły kociak. To cała Botswana. Szkoda, że tak krótko tu byliśmy.
Mieszczącym dwa samochody, malutkim gratisowym dla pieszych, promem przepłynęliśmy rzekę Zambezi. Wjechaliśmy do Zambi i rozpoczęliśmy nowy etap podróży.