Wyprawa dookoła świata z dziećmi | Łopacińskich Świat







© 2014 Łopacińskich Świat. All Rights Reserved.
Żadna część tego serwisu internetowego
nie może być kopiowana lub dystrybuowana
w żadnej formie bez pisemnej zgody
właściciela serwisu.
Projekt i wykonanie:
Studio reklamy ADGRAPE

Home / Blog rodzinny / 09.01.2015 - 04.03.2015 Tanzania / Na herbatce u Masaja z Arusha

Na herbacie u Masaja z Arusha

Po 5 dniach wspinaczki na Kilimanjaro gnaliśmy, jak na skrzydłach do naszych dziewczyn. Cały ten czas odpoczywały u księdza Janusza w Moita Bwawani, poznając życie Masajów. U Masajów, jak u Wojtka, wszystko jest bardzo proste. Uważają, że wszystkie krowy na świecie należą do ludu Masajów. Bóg je im dał. Masaj ma więc prawo zarekwirować do swojej zagrody każdą spotkaną mućkę.

Masaj, czyli Rzymianin…?

Masajowie nie mają, a raczej nie powinni (bo w dzisiejszych czasach coraz częściej spędzają życie w jednym miejscu) mieć stałych domostw. Są ludem koczowniczym i wypasającym bydło. Wędrują razem z krowami, owcami i kozami od pastwisk do pastwisk i nigdzie nie powinni się osiedlić. Wyglądają inaczej od Afrykańczyków. Są od nich wyżsi i przystojniejsi. Patrząc na nich można rozpoznać europejskie rysy. Podobno ktoś się doszukał informacji o zaginionym 2 tysiące lat temu, w środkowej Afryce, rzymskim legionie a patrząc na ich tuniki, sandały, tarcze i włócznie można sobie resztę dopowiedzieć.

Nie jadę dalej

Powrót pogromców Kilimanjaro do “polskich Masajek” nie miał charakteru sukcesu i tryiumfalnych fanfar. Lizka z Luśką nie mogły doczekać się na nas. Nie wiedziały jednak, kiedy dokładnie wrócimy, bo zmieniając agencję musieliśmy rozpocząć wspinaczkę później. My natomiast mieliśmy “małe” kąmplikacje, bo zgubiłem telefon do księdza Janusza oraz kartkę z nazwą miejscowości. Uratował mnie spotkany na dworcu kierowca taksówki, który nas poznał i zaczął oferować przejazd do … Moita Bwawani. “Już wiemy, gdzie mieszkamy, hurra” – krzyknęliśmy z radości i zaczęliśmy targować się z kolejnymi taksiarzami. Kilka minut później jechaliśmy zadowoleni do domu. Wkrótce jednak radość zamieniła się w kolejne wyzwanie. Deszcz podmył przeprawę i taksówkarz na pełnym luzie poinformował nas, że dalej nie jedzie. Mając w nogach 6 godzinne zejście z Kilimanjaro i pozostałe 4 dni wspinaczki musieliśmy zabrać się do pokonania kolejnych 3 kilometrów z 4 strumieniami, w ciemności i totalnym błocie. Zamiast fanfar były więc obłocone buty i totalne zmęczenie nieplanowaną wedrówką.

Z wizytą u Masaja

Ostatniego dnia zrobiliśmy sobie labę i cały ranek leniliśmy się w domu. Po obiedzie poszliśmy całą rodzinką na pobliski krater i odwiedziliśmy Masajów. Wioska ma zawsze kształt koła z zagrodą na zwierzęta po środku. Okrągłe są też masajskie domy, które buduje się z drewnianych kijów, połączonych sznurkami i oblepionych gliną zmieszaną z krowimi odchodami. Odchody izolują ściany od wilgoci i powodują, że w gliniane ściany domu nie chłoną opadów z zewnątrz i pary od wewnątrz. W jednym domu mieszka rodzina lub jedna z żon z dziećmi. Masajowie stosują poligamię i niekiedy całą wioskę stanowią żony z dziećmi jednego gościa. W drodze do Ngorongoro widzieliśmy wybudowaną, przez państwo obok wioski, szkołę, do której chodziło 200 dzieci jednego masajskiego kacyka.

Lizkę i małą Luśkę Masajowie przyjmowali, jak dobre koleżanki częstując herbatą i zapraszając do domów. Do jednego z nich weszliśmy. Był bardzo ciemny i duszny. Nie miał okien a brak komina powodował, że gryzący dym wyciskał łzy z oczu. Dziwiliśmy się, dlaczego nie mają otworu w słomie bezpośrednio nad paleniskiem? “Dym dezynfekuje cały dom i zapewnia względną czystość.” – wytłumaczyła nam ręcznym językiem kobieta, rozpalając ognisko, na którym zagrzała wodę na herbatę. Uświadomieni wędziliśmy się w środku, czekając na powitalny napój. Wojtek wymienił z jej synem koszulkę na masajską tunikę a Luśka podarowała dzieciom cukierki.

Obrzezanie w dowód przynależności do społeczności

Masaje nie zawsze są jednak tacy mil i otwarci. Tu, w Moita Bwawani misjonarze “wyrobili” dobrą markę białym i każdy był do nas dobrze nastawiony. Jest jednak wiele społeczności masajskich, które są bardzo hermetyczne i zupełnie nie dopuszczają obcych nowości. Do dziś wiele z nich stosuje obrzezanie, jako inicjację wejścia w świat dorosłych. Nie jest tak rygorystyczna, jak w przypadku somalijskich obrzezań 3-ciego stopnia, podczas których ucina się kobietom łechtaczkę oraz wargi sromowe a następnie zaszywa dla przyszłego męża. Dopiero w dzień ślubu mąż rozcina nożem swoją nową zone i rozpoczyna konsumpcję małżeństwa. Masajowie stosują obrzezanie 2-giego stopnia, które polega “tylko” na ucięciu kobiecej łechtaczki i warg sromowych. Mężczyznom ucina się napletek, kontrolując przy tym, czy delikwent nie skrzywi się. Słabeuszom długo jeszcze wypomina się brak męskości. Oj, jak dobrze, że moje dzieci żyją w Europie.

TOP

W Tanzani odwiedziliśmy masajską wioskę i zostaliśmy zaproszeni na kubek herbaty.

Na herbatce u Masaja z Arusha