Wyprawa dookoła świata z dziećmi | Łopacińskich Świat








© 2014 Łopacińskich Świat. All Rights Reserved.
Żadna część tego serwisu internetowego
nie może być kopiowana lub dystrybuowana
w żadnej formie bez pisemnej zgody
właściciela serwisu.
Projekt i wykonanie:
Studio reklamy ADGRAPE

Home / Blog rodzinny / 03.11.2014 - 21.11.2014 Boliwia / W gościnie u księdza Andrzeja w Cochabamba

Czy można zmęczyc się wakacjami? Tak, na pewno, szczególnie, gdy w 160 dni pokona się ponad 25 tysięcy kilometrów, zdobywając przy okazji parę wysokich gór.

Po Huayna Potosi byliśmy z Wojtkiem wykończeni. Potrzebowaliśmy kilku dni spokoju. Dziewczyny też chciały wreszcie posiedzieć w jednym miejscu dłużej niż 2, 3 dni. Nie wiem dlaczego, ale od samego początku, gdy usłyszeliśmy pierwszy raz o misjonarzu, Andrzeju Borowcu, poczuliśmy, że u niego właśnie odpoczniemy. Najpierw opowiadano nam o nim na Kubie, gdzie spaliśmy w parafii salezjańskiej, którą kilka lat temu on właśnie prowadził. Potem okazało się, że nasi znajomi księża z Torunia, Mariusz i Krzysztof, są jego dobrymi kumplami. Wreszcie w Peru spotkaliśmy kilka osób, które stwierdziły, że nie możemy ominąć Cochabamby Padre Andresa.

Wreszcie odpoczynek

No i nie ominęliśmy. Ha, nawet więcej: przesiedzieliśmy tutaj prawie tydzień. W centrum boliwijskiej inpektorii Salezjanów, gdzie Andrzej Borowiec jest dyrektorem, znaleźliśmy upragniony odpoczynek. Liza odpoczywała czytając ebooki a ja poznawałem spokojne rytmy zakonnego życia. Ranne msze, wspólne śniadania, obiady i kolacje, wieczorne nieszpory i rożańce wprowadzały w spokojny nastrój i budowały przed kolejnymi etapami podróży. Dzieci kąpały się w basenie a my spaliśmy, leżeliśmy i cieszyliśmy się spokojem. Mieliśmy na wszystko czas. Tu nigdzie się nie spieszyliśmy. Nikt nas nie popędzał. Jak to dobrze, że podróżujemy z planem, który w każdej chwili możemy zmienić. Raz, przez kilka godzin Andrzej uczył nas, jak robić tradycyjne branzoletki. Kto by miał na to w Polsce czas?

Dopiero po 3 dniach zachciało nam się zwiedzić Cochabambę. Milionowe miasto zaskoczyło największym na świecie (uwaga: o 2 metry wyższym od Rio de Janeiro) pomnikiem Jesusa. Tutejszy Cristo de la Concordia przekracza 40 metrów wysokości i waży ponad 2 tysiące ton. Ciekawostką jest możliwość wejścia do środka figury i popatrzenia oczami Chrystusa na świat. Mierząca 36 metrów polska Figura Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata z Świebodzina zajmuje w tej statystyce trzecie miejsce.

Cochabamba najpierw wprowadziła nas w senny nastrój zadumy by za chwilę zaskoczyć karnawałem. Hmm, nie wiem o co chodzi, ale w połowie listopada trafiliśmy na pokaz miejscowych szkół tańca. Piękne dziewczyny i przystojni tancerze szli muzycznym pochodem przez miasto budząc powoli nas z letargu i przypominając, że to gorąca Ameryka Łacińska i czas ruszać w dalszą drogę.

7. Nie kradnij

Na ulicach spotykamy tu wiszące kukły. Ostrzeżenia dla złodziei. To informacja dla nich, że gdyby zachciało im się okradać domy, mieszkańcy sami będą wymierzali sprawiedliwość. Widzieliśmy w telewizji takie wymierzanie sprawiedliwości. Gość wisiał na latarni bez nosa i jednej ręki…

Salezjanie prowadzą w Cochabamba 2 szkoły i kilka przedszkoli. Największa z nich ma 3.600 uczniów. Ostatniego dnia pojechaliśmy z księdzem Andrzejem do jednego z tych ośrodków. Spotkaliśmy się z boliwijskimi uczniami. Zaskoczyli nas już na wstępie. Pierwszy raz od prawie 30 prezentacji na pytanie “Gdzie jest Polska?” otrzymalismy prawidłową odpowiedź. Nie wiedzieli wprawdzie, jak się nazywa nasza stolica, ale to już nie taki problem. Wstyd się przyznać, ale ja też zawsze myślałem, że stolicą Boliwii jest La Paz. Tymczasem administracyjną stolicą jest najstarsze miasto kraju, Sucre. W La Paz funkcjonują wszystkie ministerstwa i stąd pewnie to zamieszanie.

Dziś żegnamy Andrzeja Borowca i ruszamy z Cochabamby. Przed nami nowe państwo: Chile. Najpierw pojedziemy zobaczyć kolejną solniczkę, czyli największą pustynię solną na świecie. Potem cmentarzysko pociągów, kolonie flamingów i skamieniałe drzewa a za 3 dni pojedziemy do Chile i dalej, dalej aż na koniec świata do Ushuaia, w Argentynie.

TOP

Czy można zrobić sobie wakacje od wakacji? My potrzebowaliśmy chwili spokoju i znaleźliśmy ją w Cochabamba.

W gościnie u księdza Andrzeja w Cochabamba