© 2014 Łopacińskich Świat. All Rights Reserved.
Żadna część tego serwisu internetowego
nie może być kopiowana lub dystrybuowana
w żadnej formie bez pisemnej zgody
właściciela serwisu.
Projekt i wykonanie:
Studio reklamy ADGRAPE

Rodzinna wyprawa dookoła świata

www.lopacinskichswiat.pl

Wyniki wyszukiwania dla tagu: wulkany i góry


San Pedro - pierwszy zdobyty wulkan

To było ciekawe doświadczenie i spełnienie mojego marzenia, chodzenia po wulkanie.Ten wulkan był szczególny. Bezpośrednio pod nim znajduje się drugie, co do wielkości jezioro w Gwatemali: Atitlan. Święta Woda dla miejscowych Majów. Wraz z nimi poruszamy się po jeziorze w łódkach. Wracając z wspinaczki trafiliśmy na rejs przez wszystkie wioski. Raz wsiadał gość z workami cementu, innym razem babka z przywiązanym do miski żywym kurczakiem a jeszcze innym, dzieci płynące do szkoły.

Pożegnanie z Gwatemalą

Nasze dzieci przejechały się tuk-tukiem i wspięły na wulkan. Zobaczyły drzewa bananowe, krzaki kawy, palmy kokosowe i rosnące na wulkanie, drzewa avocado. Były pod wrażeniem kilkudziesięciometrowych kaktusów. Zobaczyły uśmiechniętych ludzi, którzy żyją w lepiankach w wioskach Majów. Bawiły się z gwatemalskimi rówieśnikami w szkole w Gwatemala City. Spały w namiocie w dżungli i nad jeziorem Atitlan. Kąpały się w jeziorze Petén Itzá z wodą ciepłą, jak gotowana zupa. Stąpały po magicznych piramidach starożytnych Majów z wpisanym na listę UNESCO zagonionym mieście Tikal. Zobaczyły to wszystko z swoimi rodzicami, którzy pokazali im, że marzenia można zrealizować, jak samemu się w nie uwierzy.

Corrida i metalowe drzewa w socjalistycznej stolicy

Wrażenie na całej naszej rodzince zrobiły potężne metalowe drzewa “rosnące” na głównych alejach miasta. Najbardziej jednak przeżyliśmy corridę. Pierwszy raz (a to ci heca, znów coś zrobiliśmy pierwszy raz…) w życiu poszliśmy na corridę. Nie popsuło nam humorów 1,5 godzinne opóźnienie z rozpoczęciem. Panowie tak sie spieszyli, że rozgniewane byki, poszły … spać. Spóźnienia w tej części świata to normalka. Sana corrida, to rewelacja. Nie zdawałem sobie sprawy, jak to jest niebezpieczne… Może zdjęcia trochę to oddadzą. Przez chwilę jednak trzeba zapomnieć o zwierzęco/humanitarnuch kwestiach i nie myśleć o tym, co myślą, podczas tej zabawy, byki. Dla sprawiedliwości warto podkreślić, że w przeciwieństwie do meksykańskiej i hiszpańskiej corridy, tu byki nie sa ani zabijane ani nawet ranione, czego nie można powiedzieć o dwóch zawodnikach.


Wulkan Masaya - mały, ale wariat

Wulkan Masaya zwany przez starożytnych "La Boca del Infierno" (gęba diabła) był czczcony, jako bóstwo. Odbywały się tu uroczyste obrzędy religijne, podczas których zrzucano małe dzieci do krateru, jako ofiary dla boga. Gdy Hiszpanie podbili te tereny, ustawili krzyż obok krateru, aby odstraszyć diabła. Jednych i drugich pogodziła potężna erupcja wulkanu. Wielki wyciek lawy zniszczył na kilkaset lat całą okolicę.

Wulkan jest nadal czynny. Ostatnia erupcja miała miejsce w 2008 roku. Z krateru wydobywa się cały czas dym a wokół, czuć stare jajka (śmieją się dzieci), czyli siarkę. Ochrona ostrzega, że stężenie wokół krateru jest tak duże, że nie powinno się przebywać na szczycie dłużej, nić 5 minut. Sam szczyt nie jest zbyt okazały, bo mierzy zaledwie 635 metrów n.p.m.


Mombacho- nasz wulkan numer 7

Po zapewnionej przez Ministerstwo Turystyki wycieczce po jeziorze i zwiedzaniu Granady, ruszyliśmy na kolejne wyzwanie: nasz numer siedem. Wulkan Mombacho. 1344 metrów n.p.m.

Mombacho jest wymarły, ale przez otaczający go klimat żyje w postaci endemicznych, tylko tu występujących roślin. Najciekawsza jest najwyższa partia roślinności, która wiecznie przykryta wilgotnymi chmurami, rośnie w jakiś dziwny, niespotykany sposób. Nie umiem opowiedzieć na czym dokładnie polega ta “inność”. Na pewno jednym z elementów jest niesamowita siła witalna tych roślin. Tutaj rzucony patyk na ziemię, następnego dnia puszcza korzenie. Płoty robi się tak, że wkopuje się kije, które same zamieniają się w wielkie żywopłoty.

Gdy zeszliśmy na chwilę na wulkanie z trasy, poczuliśmy co to znaczy dżungla. Ściana pnączy, korzeni i drobnych roślin, która nie pozwala iść do przodu. Nam się udało, bo znaleźliśmy koryto rzeki i nim dotarliśmy do drugiego szlaku.


Ometepe- jezioro wielkie, jak morze - z 2 polskimi akcentami

Po lekcjach nurkowania w słonej wodzie Pacyfiku, ruszyliśmy na wielkie jezioro Nikaragua. Jego długość przekracza 160 kilometrów a na widnokręgu nie widać drugiego brzegu. Gdy kąpaliśmy się wreszcie w słodkiej wodzie, szalały fale, jak w Bałtyku.

Na środku jeziora znajduje się główna atrakcja Nikaragui: magiczna wyspa Ometepe. Ana niej dwa wulkany. Prom prowadził kapitan, który studiował na Wyższej Szkole Morskiej w … Szczecinie. Luśka fakt ten zgrabnie wykorzystała i przeprowadziła sesję fotograficzną na mostku kapitańskim.


Wulkan Arenal

Zostaliśmy na dworcu małej miejscowości bez pomysłu na nocleg. Sytuacje “trochę” pogarszał lejący się z nieba deszcz. Wyszedłem z Luśką kupić coś do jedzenia i zobaczyłem niedzielne nabożeństwo w kościele. Na mszy św. byliśmy rano w Nikaragui, więc nie wybierałem się do kościoła. Widok jednak modlących się ludzi, przypomnał mi list polecający, który otrzymaliśmy za pośrednictwem księdza Mariusza, dyrekora szkoły Wojtka, od szefa prowincji Salezjanów w Polsce. Wziąłem więc pod pachę rekomendacje i poszedłem porozmawiać z księdzem.

Godzinę poźniej siedzieliśmy już w pizerii z proboszczem parafii i cieszyliśmy się wyśmienitą pizzą i lóżkami w centrum pastoralnym.


Banos - wulkan Tungurahua

Robiłem 3 kroki na stromej ścianie i musiałem odpoczywać. Nie mogłem dalej wspinać się po oblodzonej i prawie pionowej ścianie. Przegrałem z wulkanem Tungurahua. Bez specjalistycznego sprzętu zjechałem przed szczytem 20 metrów i zaczęło się robić niebezpiecznie. Doszedłem do 4.560 metra

Arequipa - wulkan Chachani

Byłem sam w zupełnej ciemności. Zasypiałem, wstawałem i szedłem dalej. Znów zasypiałem na piasku i skałach i budziłem się. Tak kilka razy.

Huayna Potosí - nasz pierwszy wspólny 6-tysięcznik

Kolejny 6-tysięcznik na trasie naszej wyprawy dookoła świata. Dokładnie 6.088 metrów zdobyte z Wojtkiem.