Skończyliśmy dziś wakacje w Tulum u Czarka i Wioletty. Dobrze spotkać czasami Polaków. Czarek jest absolwentem Uniwersytetu Mikołaja Kopernika a ja skończyłem tam MBA i prowadziłem przez kilka semstrów zajęcia dla studentów. Jedziemy pod patronatem Programu Absolwentów przy UMK, dzięki któremu Czarek dowiedział się o naszej wyprawie. Pożegnaliśmy się z zółwiami pływając z nimi na plaży w Akumal i ruszyliśmy autobusem ADO do Chichen Itza. Transport w Meksyku wygląda niestety ubogo. Pociągów nie ma, poza dosłownie paroma krótkimi i drogimi trasami. Wszyscy zmuszeni są więc podróżować jedną linią autobusów ADO, które wykorzystując prawie 100% monopol windują jakość usługi i (niestety) ceny niemiłosiernie. Bilet z Cancun do Mexico City koszuje np 1680 pesos, co daje prawie 150 dolarów. Czasami można trafić lokalne linie konkurencyjne. Pomiędzy Cancun a Playa de Carmen i Tulum kursowały mniejsze autobusy za połowę ceny ADO. Niestety do Chichen Itza już nie dojeżdżały.
Chichen Itza było tysiąc lat temu stolicą Majów i swoistym centrum naukowym tej kultury. Mieszkańcowi Torunia szczególnie przemawia do wyobraźni fakt, że na 600 lat przed Kopernikiem Majowie mieli tu obserwatorium astronomiczne z dachem w kszatłcie kopuły i rozrysowanymi gwiazdozbiorami.
Najlepsze lata świetności cywilizacji majów przypadają na okres od 400 do 700 n.e. Wtedy powstało najwięcej osiągnieć architektonicznych i urbanistycznych tej cywilizacji. W tych latach Majowie udoskonalili (wymyślone przez siebie) pismo hieroglificzne i dwudziestkowy system liczbowy. Prowadzili też niezwykle zaawansowane obserwacje astronomiczne. Bez użycia teleskopów znali tajemnicę ruchu ciał niebieskich i opracowali precyzyjny kalendarz słoneczny, który przypomina nasz kalendarz gregoriański.
Chichen Itza jest znana właśnie z kalendarza Majów, który podobno tu został wymyślonuy. Składał się z 365 dni i nazywał się Haab. Zawierał 18 długich miesięcy z nazwami wydarzeń religijnych i rolniczych oraz dodatkowy, bardzo krótki miesiąc, zwany Wayeb. Każdy z 19 długich miesięcy składał się z 20 dni. Wayeb uważano za nieszczęśliwy okres. Majowie w miesiącu Wayeb nie myli się, nie czesali i nie wykonywali żadnej ciężkiej pracy- mam wrażenie, że moje dzieci też się urodziły w miesiącu Wayeb.
Niestety nie wszstkie budowle zachowały się do dzisiejszych czasów. Dach obserwatorium runął wieki temu, ale zachowało się boisko do pelote – gry w piłkę nożną. Niemcy nie byliby zadowoleni z informacji, że zwycięska drużyna zostawała w całości ofiarowywana któremuś z bogów...
Chichen Itza to kolejne piramidy Majów na naszej drodze. Dzieci na razie znoszą je dzielnie, choć Wojtek dziś stwierdził, że najbardziej podpobały mu się drewniane maskotki małpek, które sprzedawano na straganach. Był też zafascynowany wielkością boiska do pelote. Lusia zapytała “Gdzie jest morze?”. Była też mocno zawiedzina brakiem możliwościa kąpania w zabytkowym cenote obok wykopalisk. No tak, codzienna kąpiel w słonej wodzie musiała się odbić na jej podejściu do życia a sposób spędzania życia przez obserowane żółwie, (polegający tylko na pływaniu i jedzeniu) zaimponował jej z pewnością.
Piszę te słowa w autokarze (oczywiście autokarze ADO), pędzącym do Meridy. Co nas tam czeka? Kogo poznamy? Na nocleg zaprosiło nas młode małżeństwo z małym dzieckiem. Raquel pisała, że nigdy nie była w Europie i cieszy się z tego, że pierwszy raz pozna Polaków.