Pierwszy lot za nami. Pierwsza noc w Madrycie też zaliczona. Lotniskowa kawiarnia przyjęła nas pod swój dach. Gdy zasypialiśmy była pusta. Rano obudziliśmy się koło 200 osób pijących kawę, wrażenie? niesamowite. Mina moich dzieci? bezcenna. O 12.00 wsiadamy do samolotu do Guatemali.
Dziś więc pożegnamy bezpieczną, czystą i znaną nam dobrze Europę. Jedziemy tam, gdzie nic nie znamy. W Gwatemali nie ma nawet polskiej ambasady...